OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Zanim zdecydujesz się przyjść do psychologa – najważniejsze informacje.

Mechanizmy obronne

„Jest mi źle”, „nie mogę sobie z sobą poradzić”, „chyba mój związek przeżywa kryzys”, „moja miłość mnie zdradziła”, „nie mam siły rozpocząć kolejnego dnia” – powiedzcie ile razy w ciągu życia udało Wam się wypowiedzieć takie słowa? Raz dwa, kilka razy? No tak, nie jesteśmy terminatorami. Takie rzeczy nam się wszystkim przydarzają. Nie jesteście odosobnieni. Co wtedy najczęściej robimy? Dzwonimy do przyjaciół, sięgamy po alkohol, oddajemy się pracy, zamykamy się w sobie, przeczekujemy. Po prostu czerpiemy ze znanych nam metod. Włączamy nasze – znane nam mechanizmy obronne1. Nasi przyjaciele rozpoczynają akcję pod tytułem: „ koło ratunkowe”.  Tylko jak długo i jak często tak można? Ostatnio miałam pacjentkę, dla które motywacją do terapii były wyrzuty sumienia: „wie Pani, ja już nie mogę tak zamęczać swoich przyjaciół opowieściami o swoich problemach, przecież oni mnie znienawidzą. Musze w końcu zacząć rozwiązywać swoje problemy, a nie tylko gadać o nich”. Zobaczmy – używając mechanizmów obronnych  radzimy sobie z problemami. Te wszystkie nasze zachowania pomagają nam w tym, aby nie cierpieć zbyt bardzo (o ile oczywiście tak się da). Każdy z nas ich używa i to naturalne. Odpowiedzmy sobie jednak na jedno pytanie: czy nasz problem faktycznie został rozwiązany, czy jedynie od niego uciekliśmy?

Myślę, że rozmowa z psychologiem – to dobre miejsce żeby odpowiedzieć sobie na to (ale o tym za chwilę).

A jeżeli tylko uciekliśmy od problemu – co może się stać? No właśnie! Jak wspomniałam i wspominać będę często, nie jesteśmy terminatorami. Dlatego mamy określoną ilość siły w sobie. Wyobraźmy sobie, że mamy przebiec 10 km. Ci co trenują, dają radę to zrobić dosyć szybko. Ci co nie trenują – zrobią to dużo wolniej, bądź wcale. Ale nawet jeśli wytrenowany biegacz ma w danej chwili zapalenie płuc, to polegnie po 10 minutach biegu. Tak samo działają nasze mechanizmy obronne. Mamy w sobie określoną moc do ich stosowania, a potem polegamy. Zaczynamy cierpieć na bezsenność, nerwicę, depresję itd. Brzmi to nieco brutalnie, ale tak to funkcjonuje. Na domiar złego, jeżeli uciekniemy od swoich problemów i sięgniemy po swoje mechanizmy obronne, istnieje duże prawdopodobieństwo, że nasze problemy do nas powrócą jak bumerang.

31 letnia bardzo atrakcyjna pacjentka w wieku 26 lat wyszła za mąż. Niestety po 2 latach małżeństwa jej mąż ją porzucił. Odszedł do starszej od siebie o 11 lat kobiety. Związała się z kolejnym mężczyzną – została znowu porzucona. Potem miała kolejne krótkie związki. Za każdym razem zostawała porzucona. W każdym przypadku wypłakiwała się w ramie swoich przyjaciół. Rozładowywało to jej emocje, ale nie rozwiązywało problemu. W końcu podjęła rozmowę z psychologiem. Trafiła na terapię. Pierwszym celem jej terapii była odpowiedź na pytanie: jakie mechanizmy pojawiają się w jej związkach, że wszystkie kończą się tak samo? Bez pomocy psychoterapeuty nie doszłaby do tego. Sama oczywiście musiała wykazać wolę pracy nad sobą, ale to terapeuta ją odpowiednio kierunkowała.

Co możemy więc zrobić?

Nasim Taleb w swojej książce Antykruchość2 (2013) próbuje nas przekonać, że aby skutecznie radzić sobie z problemami, które nas na co dzień dotykają należy być antykruchym. Ludzi, którzy źle znoszą zmienność i którzy w sposób  przypadkowy reagują na problemy nazwał „kruchymi” (w naszym przykładzie z biegaczami – to są ci bez kondycji). Słowem „wytrzymali” określił tych,  którzy umieją znieść wstrząs, ale nie zmieniają się pod jego wpływem (to są ci stale trenujący). I jako alternatywę zaproponował jeszcze termin antykruchość (to są ci trenujący, którzy jak mają zapalenie płuc kładą się do łóżka, a nie idą biegać).  Antykruchym jest ten, który odczuwa wstrząs, potrafi się do niego dostosować, ale w ostatecznym rozrachunku wychodzi z tego mocniejszy, bardziej rozwinięty.

Nasi przyjaciele zwykli mawiać w końcu do nas „hmm, a może umów się na wizytę do psychologa”. W naszej głowie zaczyna się rodzić pytanie „no tak, ale po co?” , „dlaczego on niby mi pomoże? ”, „co on może mi poradzić?” itd.

Wczoraj wieczorem dostałam smsa od Pana z którym korespondowałam przez chwilę na temat terapii: „Pani Kasiu, jak przestanę biec to grozi mi samodestrukcja. Jestem tego świadom, ale na najbliższe 100 lat wybieram bieganie. Co do wizyty, dziękuję nie skorzystam. Mam ograniczony limit zaufania do ludzi”. 

I jest to również racja. Nie chcemy nikomu zwierzać się do końca z tego co jest naszą tajemnicą. Więc właściwie po co warto się umówić na wizytę do psychologa?

Jeżeli wyobrazimy sobie dobrze prosperującą fabrykę. To linie produkcyjne, aby uciągnęły to co im zadane, muszą być co jakiś czas przeglądane, serwisowane, a jeżeli jest taka konieczność również remontowane. Wszystko się eksploatuje, zwłaszcza pod wpływem nadmiernego obciążenia- również nasza psychika. Wiec i ona od czasu do czasu powinna  zostać serwisowana. Wizyta u psychologa wydaje się być do tego najlepszym miejscem. Jak już wspominałam nie jesteśmy terminatorami, sami więc nie zawsze dajemy sobie radę z „samo-naprawą”. Pozwólcie, że znowu posłużę się przykładem:

Wyobraźmy sobie wagę i dwa pojemniki. Pojemniki stawiamy na wadze. Przyjmijmy, że jest ona naszą, równowagą życiową. Jeden pojemnik to ten z napisem „problemy” – określmy go jako A; drugi pojemnik ma napis „odzyskuje równowagę, radzę sobie świetnie, jestem ukierunkowany na sukces” – określmy go jako B. Jeżeli pojawiają się problemy (więc obciążamy jeden z pojemników), to dla równowagi w drugim pojemniku też musi się coś znajdować. Więc sięgamy porad u naszych przyjaciół, motywujemy się do działania, wykorzystujemy wspomniane już mechanizmy obronne. Pojemnik A i pojemnik B mają taki sam ciężar. Jeżeli jednak w pojemniku A zaczyna przybywać problemów, to musimy czerpać z większych zasobów, aby uzupełnić pojemnik B.

A co jeśli te zasoby się kończą?

Zaczyna nam brakować równowagi. Co wtedy należy zrobić? Najprostszym sposobem jest opróżnianie pojemnika A – czyli rozwiązywanie problemów. Jak są one małe, to rozwiązujemy je sami lub przy pomocy przyjaciół. Jeżeli jednak nawarstwiły się one lub splątały ze sobą, tworząc zawiłe połączenia – właśnie wtedy warto umówić się na wizytę do psychologa/ psychoterapeuty. Posługując się dalej obrazkami: odchudza się pojemnik poprzez zmianę postrzegania zawartości pojemnika. Wraz z terapeutą wyciąga się z niego pojedyncze elementy (czyli nasze problemy), dokłądnie się je ogląda (czyli przeżywa się emocje związane z nimi) i odkłada w inne miejce lub wyrzuca.

Do hospicjum na konsultację z psychologiem zgłosiła się kiedyś pani mająca blisko 70 lat. Powiedziała, że ma jeden podstawowy problem w życiu. Odkąd jest wdową (czyli blisko 20 lat) zbiera różne rzeczy i umieszcza je u siebie w salonie. Nagromadziło jej się już ich tyle, że nie jest w stanie swobodnie poruszać się w mieszkaniu. Najgorszy problem jednak stanowi dla niej to, że nie potrafi ani jednej rzeczy wyrzucić. W ramach świadczonych usług dla pacjentów przychodzących do hospicjum były możliwe wizyty psychologa w domu. Co tydzień więc psycholog spędzał godzinę czasu u starszej pani w domu. Razem podnosiły rzeczy z podłogi. Starsza pani opowiadała historię o każdej miseczce, serwetce, sweterku. Każda z nich była związana z byłym mężem starszej pani. Pacjentka miała nie przepracowaną żałobę po stracie męża. Jako substytut wyrażania emocji popadła w kompulsywne zachowanie – kupowania i zbierania. Dopiero praca nad powolnym opróżnianiem pokoju i przepracowywaniem niewyrażonych emocji, która przebiegała kroczek po kroczku – pomogła starszej pani opróżnić i pokój i siebie z emocji smutku.

Opróżniając pojemnik A zyskujemy jeszcze jedną rzecz – wzmacniamy pojemnik B. Uczymy się poprzez terapię nowych mechanizmów zachowania- co sprawia, że w konsekwencji jesteśmy silniejsi i radzimy sobie lepiej z codziennymi wyzwaniami.

W czym Ci pomoże psycholog/ psychoterapeuta?

Idąc dalej za powyższym przykładem: pomoże Ci opróżnić pojemnik A. Będzie wraz z Tobą rozsupływał i odkrywał podłoże tego, w czym tkwi problem. Nie będzie Cię jednak motywował do działania. To Ty sam jesteś odpowiedzialny za swoją motywację. Psycholog będzie jednak tak pracował z Tobą nad nękającymi Cię tematami, że powoli Twoja motywacja do działania będzie odbudowywana (podobnie jak w przypadku pracy nad problemem starszej pani).  Jednak jeżeli w tym wspomnianym pojemniku A będzie mniej problemów – bo razem będziecie nad nimi pracować, to nie będziesz potrzebował już tylu zasobów, aby zająć się pojemnikiem B. Odzyskasz wtedy równowagę.

W przypadku, gdy w naszym związku, rodzinie dzieje się coś niedobrego – z jednej strony chcemy spakować walizkę i wyjechać jak najdalej się tylko da – z drugiej strony rozpaczliwie chcemy ratować sytuację – wtedy też warto skorzystać z wizyty u psychologa. Warto udać się na terapie par. Pojawiająca się ambiwalencja i nawarstwianie problemów powodują, że najczęściej siadamy z „tą walizką” i nie ruszamy się z miejsca. Ta „walizka” robi się jednak tak ciężka, że nie jesteśmy w stanie już sami poradzić sobie. Bardzo ciężko jest pracować samemu nad rozwiązaniem.

Skuteczność terapii

Jak podaje literatura3 problemy par i rodzin odpowiadają za blisko połowę wszystkich wizyt w gabinetach psychoterapeutów. Niestety osiągnięcia profesjonalnej terapii par plasują się na średnim poziomie (Gottman, 19994). U ponad 30% par , które ukończyły wspólną terapię, nie odnotowano poprawy  w dłuższej perspektywie. ( Baucom, Shoham, Mueser, Daiuto, Stickle, 19985). Odnosząc się jednak do badań, które porównywały terapię par z brakiem leczenia stwierdzono, że terapia wyraźnie bardziej poprawia funkcjonowanie poszczególnych członków rodziny niż brak jakiejkolwiek terapii (Christensen i Heavey, 19996). Istnieje kilka powodów takiej statystyki. Jednym jest to, że małżonkowie lub członkowie rodzin wyznają sztywne przekonania na temat swoich partnerów lub krewnych oraz potencjału zmian w związku. Wielu przychodzi na terapie nie po to aby się zmienić, ale w celu potwierdzenia swojej racji i być może zmuszenia partnerów lub innych członków rodziny do zmiany. Dopóki członkowie rodzin nie zauważają własnej roli w problemach, dopóty nie mają motywacji do zmiany. Poza tym wiele par i rodzin odkłada podjęcie terapii tak długo jak tylko się da. W badaniach przeprowadzonych z udziałem par ubiegających się o rozwód mniej niż jedna czwarta poinformowała, że poszukiwała pomocy w poradni małżeńskiej przed  rozpoczęciem postępowania rozwodowego ( Albrecht, Bahr i Goodman, 19837). Osobom, które nie szukały terapii zadano pytanie o powody, dlaczego nie szukali pomocy u specjalisty. Część z nich (33%) wypowiadała się, że to współmałżonek nie chciał uczestniczyć w terapii. Część jednak opowiadała się, że nie wierzy w to, że dzieje się źle, a część opowiadała się, że jest za późno na jakiekolwiek interwencje ( 17%).

Jak wynika z powyższej statystyki – wiele par korzysta z terapii. Nie zawsze związek da się naprawić, ale to co zyskują partnerzy po terapii, to spokój ducha i nadzieję na inne dobre życie. Zyskują też to, że w następne związki będą wchodzić w akceptowalny dla siebie i nowego partnera sposób.

Spójrzmy na poniższą sytuację:

Przypadek Wilmy i Charlesa

Kobieta w średnim wieku o imieniu Wilma była tak uzależniona od męża, że nigdy się z nim nie spierała. Była zupełnie bierna i nie sprzeciwiała mu się z obawy, że może się do niej zniechęcić lub ją zostawić. Rzeczywiście, pewnego razu Wilma dowiedziała się, że Charles ma romans ze swoją sekretarką. Kiedy Charles przyznał się do tego uchybienia, Wilma błagała go aby jej nie opuszczał i nawet obiecała, że nie będzie się uskarżać na jego poza małżeński związek, o ile zawsze pozostanie jej mężem. Zdarzało się, że Wilma kryła Charlesa przed dziećmi, tak aby nikt się nie dowiedział o jego niewierności. Obiecała, że na zawsze pozostanie to ich tajemnicą. Tego rodzaju patologiczne przywiązanie jest często zakorzenione w schemacie porzucenia, który prowadzi do wyrzeczenia się przez osobę swojej tożsamości i wartości w celu uniknięcia samotności. Kiedy poproszono Wilmę                       o uzasadnienie swojego zachowania, odpowiedziała: „Lepiej znieść romans Charlesa, niż stanąć w obliczu samotnego życia. Nie poradziłabym sobie sama, a przymknięcie oczu na jego niewierność to niewielka cena do zapłacenia za gwarancję bycia ze mną”. Dla Wilmy tego rodzaju gwarancja była niezbędna do przeżycia. Charles natomiast uważał, że w pewnym stopniu korzysta ze strachu Wilmy przed odrzuceniem, ponieważ dzięki temu mógł robić co chce. Później stwierdził jednak, że jej zależne zachowania są nudne i mało pobudzające”. 8

Nie znam wyniku owej historii. Jeżeli jednak ta para nie podjęłaby terapii, to można by się zastanowić: Ile czasu mogliby jeszcze w takim zaplątaniu wytrzymać? Jak to by się odbiło na wzorcach dla ich dzieci? Cóż więc im da terapia? Jeżeli obydwoje wytrzymają w tym związku – to nauczy ich nowych wzorców zachowania: Wilmę – jak żyć bez schematu współuzależnienia od partnera, Charlesa – jak być partnerem dla Wilmy, a nie koordynatorem rodziny.

Czy to wszystko się powiedzie?, Czy można powiedzieć, że warto skorzystać z wizyty w poradni bądź terapii u psychologa/ psychoterapeuty. Jestem całkowicie przekonana, że tak.

Jeszcze tylko dodam na sam koniec:

Istnieje wiele różnych szkół psychoterapii. Ważne jest również to, czy z Twoim (potencjalnym) psychologiem/ psychoterapeutą potrafisz nawiązać relację. Ważne jest to, że pomimo ciężkiej pracy jaką wykonujecie podczas sesji dobrze się czujesz u niego w gabinecie. Można to porównać do treningu fitness – nasz trener wyciska z nas ostatnie poty, a jednak do niego wracamy. Z innym natomiast nie chcemy mieć do czynienia z powodu braku tzw. chemii. W relacji terapeutycznej nić porozumienia jest niezwykle ważna.

Katarzyna Wybrańczyk

Bibliografia

1 Mechanizmy obronne – pojęcie wprowadzone przez twórcę psychoanalizy, Zygmunta Freuda i przejęte przez współczesną psychologię. Oznacza metody radzenia sobie z wewnętrznymi konfliktami w celu ochrony osobowości (ego), zmniejszenia lęku, frustracji i poczucia winy. Na ogół są one nawykowe i nieuświadomione. (https://pl.wikipedia.org/wiki/Mechanizmy_obronne)

2 Taleb N., Antykruchość. O rzeczach, którym służą wstrząsy, Kurhaus Publishing, 2013

3 Dattilio F.M., Terapia poznawczo-behawioralna par i rodzin. Podręcznik dla klinicystów, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2013

4 Gottman J.M., The Marriage clinic: A scientifically based marital therapy. New York: Norton.

5 Baucom D.H.,, Shoham V., Mueser K.T., Daiuto A.D.,, Stickle T.R., Empirycally supported couples and family therapies for adult problems. “Journal of Consulting and Clinical Psychology”, 66 ( 1998),s. 53-88

6 Christensen A., Heavey C.L., Interventions for couples., “Annual Review of Psychology”, 50 ( 1999). S. 165-190.

7 Albrecht S.L., Bahr H.M., Goodman K.L., Divorce and remarriage: Problems, adaptations and adjusment. Westport, CT: Greenwood Press.

8 Dattilio F.M., Terapia poznawczo-behawioralna par i rodzin. Podręcznik dla klinicystów, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2013